niedziela, 21 kwietnia 2013

Czas spacerowy



Sezon wiosenno-letni rozpoczęty, a wraz z nim spacerowo. Spacerem nasze przechadzki ciężko nazwać, bo są one bardziej pchaniem wagonu po wertepach. Ja naprawdę nie wiedziałam, że my mamy takie chodniki... Trasa musi być dokładnie zaplanowana, żeby nagle człowiek nie stanął przed górą, w połowie której pada na twarz, bo w sumie jeszcze się dzieciom przyda (człowiek, nie góra).
Spacery mają też to do siebie, że Krasnale śpią w ich czasie jak susły. Nie straszne im podskoki, bujanie, trzepanie i hałas. Po powrocie jednak następuje poważny konflikt interesów podczas którego wyspane i dotlenione nie mają już ochoty spać, natomiast ich rodziciele w ilości dwóch zasypiają na stojąco. Wtedy więc następuje walka charakterów, którą za każdym razem wygrywają Ci co położeni razem ledwie osiągają metr. Tak więc my, którzy położeni razem osiągnęlibyśmy metrów ponad trzy, kompletujemy sińce pod oczami i kolekcjonujemy marzenia o przespanej nocy. To drugie osiąga jakieś szczyty szczytów, bo na wiadomość, że Zaślubiony pozostawia mnie na noc sam na sam z Krasnalami na rzecz wyszkolenia się, nie przeraziła mnie wizja samotnej doby bez pomocy, a narodziła się zazdrość, że oto On, towarzysz niedoli w doli będzie się mógł WYSPAĆ!!!!!
Spacery mają również to do siebie, że są okazją do szczegółowych obserwacji, na które wcześniej człowiek czasu nie miał biegnąc lub przejeżdżając. A to nowy dom, którego architekt albo też miał Krasnala i do projektowania zabrał się po spacerze albo budowlańcy projekt oglądali do góry nogami, a to nowy kolor elewacji wskazujący, że wybór farby został dokonany albo podczas solidnej libacji albo tam też rządzi Krasnal. Ale, może z racji wykształceniowej, największe odkrycia dokonuje się na gatunku ludzkim. Pchając wózek mieszczący Krasnali sztuk dwie mija się ludzi, których podzielić można na trzy kategorie: tych, którzy już to widzieli i raczej ich to nie rusza (5%), tych, których rusza to bardzo i nie omieszkują wskazywać wózka palcami, rzucać komentarz mniej lub bardziej pochwalny, gapiący się wprost i na bezczelnego (20%) i Ci, których rusza to najbardziej, ale udają że wcale tak nie jest , więc nadwyrężają swoje oko w kącie bocznym mijając nas i rzucając tylko ukradkowe (ich zdaniem) spojrzenia, odwracają głowę niby przypadkiem, a na ich twarzach wyczytać można chwilową pochwałę dla celibatu (reszta procentowa).  A my? Nas to nie rusza, bo albo właśnie przepchaliśmy wózek przez połowę miasta (życie w okolicach gór ma wiele zalet, ale jazda innym pojazdem niż auto odciska swoje piętno) albo jesteśmy po przegranej batalii nocnej przez co jawa miesza się ze snem. Więc wybaczcie, jeśli blog ten niebawem zacznie odznaczać się bezskładniowymi wpisami lub nowym dizajnem bez ładu i składu. Kiedy Krasnale pójdą na studia wszystko na pewno wróci do normy!
A na teraz prawda wygląda tak

środa, 10 kwietnia 2013

Lirycznie



Była kiedyś taka piosenka „Przewróciło się, niech leży”. Odkąd Krasnale są na świecie tekst tej piosenki nabrał dla mnie nowego znaczenie. Nie oznacza to, że Perfekcyjna Pani Domu wyszłaby z naszego mieszkania z czarną rękawiczką, ale pewne kanony uległy diametralnej zmianie. Znaczy to więc nie mniej nie więcej, że pewne rzeczy przestały mnie drażnić. Nie doszłam jeszcze do stanu, w którym nie zauważałabym okruszków pod kanapą czy kurzu na książce, ale potrafię odpuścić, jeśli tych okruszków jest tylko parę, a kurz osiadł dzisiaj a nie przed miesiącem. Podobnie z resztkami i papierkami. W czasach przedkrasnalowych nie było mowy o zjedzeniu i pozostawieniu skórki od banana czy woreczka po chrupkach na blacie przez chociażby ułamek sekundy. Teraz może tam pozostać do pierwszego wolego momentu, który wypada czasami za godzinę.
Była kiedyś taka piosenka „..i nawet kiedy będę sam…”. Teraz i na nią patrzę inaczej, bo właśnie zaczyna do mnie docierać, że sama to ja już rzadko będę. W hołdzie Zaślubionemu napisać muszę, że dba on o zdrowie psychiczne małżonki swej, wysyłając mnie regularnie na dwugodzinne wietrzenie umysłu. Podczas tych sesji tak naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić. Słucham radia, a właściwie Antyradia i połowa żartów mi umyka, bo jakaś ostatnio jestem rozkojarzona. Potem jadę autem w tempie niedzielnego kierowcy, bo jakoś szybciej nie ma po co. W pierwszym tego typu bytowaniu pozakrasnalowym poszłam nawet na zakupy, podczas gdy Zaślubiony, a ojciec Krasnali, wybrał się z synami swoimi na badanie krwi. Szum się zrobił w laboratorium, bo sam tata, taki dzielny, BEZ MAMY z dziećmi, DWÓJKĄ, przyszedł. Na magiczne pytanie GDZIE MAMA (w domyśle wyrodna kobieta, zostawiająca dzieci dzielnemu mężczyźnie) Zaślubiony postanowił bronić PRu małżonki krótkim stwierdzeniem „u lekarza”. Także z wizyty u lekarza mama dwie sukienki przyniosła, więc wynik całkiem udany. Ale ja się pytam czy mnie kiedyś ktoś zagadnie, jak sama będę z Krasnalami pomykała, gdzie tata? Bo jeśli tak, to w ramach rewanżu Zaślubionemu, obronię jego honor i powiem „z resztą dzieci”. Odpowiedź więc już mam, ale i pewność, że pytanie nie padnie.
Była kiedyś taka piosenka „ nie nie nie, nie to nie, mówię nie gdy myślę nie..”. I najchętniej śpiewałabym ją każdemu w twarz, kto jeszcze raz zapyta mnie czy mój poród był planowany na 18 marca. TEGO 18 MARCA.  Wiem, że to śmieszny zbieg okoliczności, że pierwsze skurcze odczułam zaraz po wybiciu północy dnia, kiedy matka może być etatową na rok, ale po kiego grzyba miałabym wyjmować na zawołanie krasnali 4 tygodnie wcześniej?! Rodząc w terminie też wliczyłabym się w tą zabawę. Ale nawet kiedy to tłumaczę widzę w oczach „taaaa, jasne…!”. Niech więc zostanie, że jestem jedną z pierwszych matek drugiego kwartału na rządanie. Jak dla mnie mogę być nawet ósmego.

środa, 3 kwietnia 2013

Bilans zysków i strat



No i minęły dwa tygodnie. Dwa tygodnie próby odróżnienia łkania od płaczu, snu od drzemki, marudzenia od komunikowania bólu. Dwa tygodnie spędzone w rodzinnym gronie, z przerwami na krótkie wizyty.
Rezultat i wnioski?
Nie każde miauknięcie płaczopodobne coś oznacza.
Spanie jest fajne, ale lepiej idzie w dzień. W nocy niekoniecznie.
To, że Krasnal przestaje jeść nie oznacza, że chce odejść „od stołu”. Warto czasem poleżeć opierając głowę o „stół” (nie muszę chyba pisać która część mojego ciała jest „stołem”).
Nikt nie lubi zasiadać o stołu z „pełnymi portkami”. Każdy jednak uwielbia podczas jedzenia znowu je napełnić. Producenci pieluch wielbią Krasnale.
Krasnale mają wyjątkowy dar wyczucia, kiedy na sekundę odwrócisz głowę podczas przewijania. Właśnie wtedy postanawiają jeszcze opróżnić pęcherz. Do prania ciuchy przewijanego i przewijającego.
Niezależnie ile masz ciuszków, przy dwóch Krasnalach pralka idzie codziennie.
Ograniczając życie „pozakrasnalowe” narażasz się na zmianę tematyki żartów wewnętrznych. Głównym obiektem żartów stają się więc pieluchy, ich wypełnienie i mleko…no comments.
Stając się generalnym żywicielem rodziny zaczynasz jeść jak drwal. Chociaż czasami podejrzewam, że i oni jedzą mniej.
Po dwóch godzinach snu można się poczuć jak nowonarodzony.
Telefon może być wyciszony przez dwa tygodnie i nie tęskni się za jego dźwiękiem.
Pomimo tego, że Krasnale są lokatorami mieszkania dopiero od 14 dni to ich rzeczy są praktycznie w każdym kącie.
Można nie rozumieć o co chodzi z tym fotografowaniem stópek, a i tak samemu się to zrobi.

poniedziałek, 25 marca 2013

O krasnalach i całej reszcie



Szczęście nastało. Krasnale pojawiły się w domu, a że czas początku to i jest kiedy siusiu zrobić.
A jak to było? Pochwalić bym się mogła, że nastały bóle, a ja w euforii na porodówkę pognałam. 
Ale nie. Mało brakowało, a Krasnale pod prysznicem by pierwsze światło zobaczyły. Tknięta intuicją obudziłam Zaślubionego z prośbą o podwiezienie do szpitala, a że noc ciemna była to i podróż bezkorkowa.
W szpitalu powitana przez zaspanych lekarzy tłumaczyłam wszem i wobec, że ja NIE NA PORÓD, a na sprawdzenie. Mina każdego z nich świadczyła, że nie ja pierwsza takie herezje przy regularnych skurczach poczyniałam. Po uświadomieniu mnie, że to już za chwilę, już za momencik nastał czas pytań towarzyszących – ostatnia wizyta u fryzjera – data, adres (czy nie widać po moich odrostach, że mogę nie pamiętać??!!), ostatnia wizyta u kosmetyczki (pojutrze, według planu, więc CZY JA NAPRAWDĘ RODZĘ??!!), styczność z osobami zarażonymi… (i tu ciąg liter, które razem nie mówią mi nic, więc CHYBA NIE!), potem skurcz i już sama se Pani odpowiedź. 
O reszcie opowiadać nie będę, bo część dla nieodpornych zbyt drastyczna być by mogła, część powoduję, że jak bóbr ryczę tknięta wspomnieniami, a o części zapomnieć bym już chciała, więc o opowieściach nie ma nawet mowy. A reszta…reszta w dwóch postaciach, przez które kończę ten wpis, bo czas pogapić się na nich. I tyle, bo co więcej można powiedzieć, kiedy w powietrzu unosi się TEN ZAPACH?         

piątek, 15 marca 2013

telefoniada



Nie wiem co jest z tymi telefonami. Będąc w stanie „odmiennym” (teraz ciężko nazwać go „błogosławionym”) nabrałam jeszcze większej niechęci do tego urządzenia. Moim ulubionym zajęciem jest wyłączenie głosu i nie zauważanie migającego ekranu. Ale kiedy go już włączę staram się nadrobić to, co mnie przez to wyłączenie ominęło. Co, swoją drogą, nie jest teraz takie proste, bo zaburzenie pory noc-dzień powoduje, że najłatwiej byłoby mi oddzwonić między 2 a 4 w nocy.
Więc nadchodzi moment, kiedy odpisuję, oddzwaniam, odczytuję i przeglądam. Potem z uczuciem spełnionego zadania (bo naprawdę chodzi o telefon, a nie osoby) stwierdzam, że może warto jednak „być na bieżąco”.  I dochodzi do sytuacji, która dziwi mnie najbardziej – zasypiam, budzi mnie znany dzwonek, odbieram zachrypniętym głosem i na pytanie „spałaś?” zawsze, ale to zawsze odpowiadam „nie, skąd!”. Kompletnie nie wiem dlaczego…co jest takiego złego w spaniu?! I wiem, że ten dziwaczny stan zaprzeczenia nie dotyczy tylko mnie. Może to przez promieniowanie, o jakim trąbią? Że niby telefon szkodzi, powoduje bezpłodność (serio?!, coś mocno obalam ten mit), rozpoczyna raka itp. 
Nie mam odpowiedzi na to pytanie, ale dużo czasu, żeby się nad tym zastanowić…to pomyślę. A wcześniej wyciszę telefon.