No i minęły dwa tygodnie. Dwa tygodnie próby odróżnienia
łkania od płaczu, snu od drzemki, marudzenia od komunikowania bólu. Dwa
tygodnie spędzone w rodzinnym gronie, z przerwami na krótkie wizyty.
Rezultat i wnioski?
Nie każde miauknięcie płaczopodobne coś oznacza.
Spanie jest fajne, ale lepiej idzie w dzień. W nocy
niekoniecznie.
To, że Krasnal przestaje jeść nie oznacza, że chce odejść „od
stołu”. Warto czasem poleżeć opierając głowę o „stół” (nie muszę chyba pisać
która część mojego ciała jest „stołem”).
Nikt nie lubi zasiadać o stołu z „pełnymi portkami”. Każdy
jednak uwielbia podczas jedzenia znowu je napełnić. Producenci pieluch wielbią
Krasnale.
Krasnale mają wyjątkowy dar wyczucia, kiedy na sekundę
odwrócisz głowę podczas przewijania. Właśnie wtedy postanawiają jeszcze opróżnić
pęcherz. Do prania ciuchy przewijanego i przewijającego.
Niezależnie ile masz ciuszków, przy dwóch Krasnalach pralka
idzie codziennie.
Ograniczając życie „pozakrasnalowe” narażasz się na zmianę
tematyki żartów wewnętrznych. Głównym obiektem żartów stają się więc pieluchy, ich
wypełnienie i mleko…no comments.
Stając się generalnym żywicielem rodziny zaczynasz jeść jak
drwal. Chociaż czasami podejrzewam, że i oni jedzą mniej.
Po dwóch godzinach snu można się poczuć jak nowonarodzony.
Telefon może być wyciszony przez dwa tygodnie i nie tęskni
się za jego dźwiękiem.
Pomimo tego, że Krasnale są lokatorami mieszkania dopiero od
14 dni to ich rzeczy są praktycznie w każdym kącie.
Można nie rozumieć o co chodzi z tym fotografowaniem stópek,
a i tak samemu się to zrobi.
